środa, 17 lutego 2016

THE GROWING CONCERN - The Growing Concern /1968/


 1. Hard Hard Year (L. Ramsford) - 4:25 
2. Edge Of Time (Dan Passaglia) - 4:28 
3. Tomorrow Has Been Cancelled (John Pedley, Ralph Toms) - 2:44 
4. A Boy I Once Knew Well  (John Pedley, Ralph Toms) - 4:24 
5. All I Really Want (Dan Passaglia) - 2:20 
6. Mister You're A Better Man Than I (M. Hugg) - 4:50 
7. What Kind Of Life (Dan Passaglia) - 2:58 
8. Other Side Of Life (F. Neil) - 4:57 
9. I Know A Girl (Dan Passaglia) - 2:36 
10.Sit Down I Think I Love You (S. Stills) - 2:24 

*Pete Guerino - Vocals Guitar
*Bonnie Macdonald - Vocals
*Mary Garstki - Vocals
*Ralph Toms - Guitar
*John Pedley - Bass
*Dan Passaglia - Organ Vocals
*Ralph Williams - Drums


Właściciel małej  niezależnej wytwórni Mainstream Records, Bob Shad’s, specjalizującej się w jazzie i muzyce filmowej poszukiwał w roku 1967 nowych ,ciekawych, nieznanych grup grających modną w owym czasie muzykę. Wybór padł na dwa zespoły grające psychodelicznego rocka ,których wyróżnikiem były wokale ,na przemian żeńskie i męskie. 
Pierwszą z nich był Big Brother and The Holding Company z wokalistką Janis Joplin a drugą było The Growing Concern z Bonnie McDonald i Mary Garstki. 
I tą drugą grupą się zajmiemy .
Wydany w maju 1968 roku jedyny album zespołu zatytułowany „The Growing Concern” urzeka totalnie zharmonizowanymi a jednak różnorodnymi wokalami z którymi fantastycznie radzą sobie wokalistki B.McDonald , M.Garstki oraz wspierający je a czasami główno prowadzący P.Guerino. Wykazujący się wielkim talentem ,grający na organach D.Passaglia  wraz z gitarzystą R.Tomsem powodują ,że słucham tej płyty przechodząc jakby na drugą stronę lustra. Wprawdzie nie o to chodzi by dogonić króliczka  ale dźwięki  dochodzące do moich uszu nieodparcie kojarzą mi się z muzyczną  „Alicją w krainie Czarów”.
Słodki , melodyjny głos B.McDonald wraz z twardym jak skała wokalem M.Garstki fantastycznie wrzyna się w muzykę ,która została zaprezentowana na płycie.
Już początek płyty daje nam posmak tego co będzie się działo.
 „Hard Hard Year”  prezentuje właśnie pięknie współbrzmiące żeńskie wokale ,a w tle organy czysto brzmiące i doprowadzające do baśniowej nostalgii. Wokalista P.Guerino pojawia się w utworach grupy z czystym głosem ,również pasującym tak do muzyki jak i do dziewcząt śpiewających co najlepiej słychać w utworach „A Boy I Once Knew Well” i „What Kind Of Life”. W tle tych intrygujących, czasami anielskich wokali ostre ,kąśliwe solówki gitarowe R.Tomsa łączą się z brzmieniem organ tworząc jedną z najbardziej zharmonizowanych płyt w historii muzyki psychodelicznej.
Album został świetnie nagrany ,charakteryzuje się wysoką jakością muzyczną i absolutnie nie zasługuje na zapomnienie podobnie jak i grupa The Growing Concern, która po jego nagraniu rozpadła się.





                                          



                                                                                                                                                                                      




niedziela, 14 lutego 2016

THE 13th FLOOR ELEVATORS - The Psychedelic Sounds Of The 13th Floor Elevators /1966/



1. You're Gonna Miss Me (R. Erickson) -                                 2:31
2. Roller Coaster (R. Erickson, T. Hall) -                                  5:04
3. Splash 1 (C. Hall, R. Erickson) -                                             3:53
4. Reverberation (R. Erickson, S. Sutherland, T. Hall) -       2:47
5. Don't Fall Down (R. Erickson, T. Hall) -                               3:01
6. Fire Engine (R. Erickson, S. Sutherland, T. Hall) -            3:19
7. Thru The Rhythm (S. Sutherland, T. Hall) -                         3:07
8. You Don't Know (R.P St John) -                                            2:56
9. Kingdom Of Heaven (R.P St John) -                                     3:08
10.Monkey Island (R.P St John) -                                              2:40
11.Tried To Hide (S. Sutherland, T. Hall) -                               2:48

*Roky Erickson - Vocals, Rhythm Guitar
*Stacy Sutherland - Lead Guitar
*Tommy Hall - Amplified Jug
*Benny Thurman - Bass
*John Ike Walton - Drums, Percussion


Muzyka psychodeliczna to nie tylko udziwnione efektami dźwiękowymi czy też nieograniczonymi czasowo improwizacjami nagrania ,to również muzyka prosta , garażowa wywodząca się z prymitywnego ducha młodzieńczego spojrzenia na świat. 
Proste ,ostre riffy gitarowe połączone z czasami głośnym wykrzykiwaniem tekstu doprowadzają do wybuchu tej niczym niekontrolowanej energii młodych ludzi , którym nie odpowiadał istniejący  stan rzeczy. W latach 1965-67  powstało wiele garażowych kapel , które jednak nie przetrwały próby czasu i odeszły w kompletne zapomnienie. Ale nie wszystkie.
W Austin, w stanie Teksas z dwóch grup The Lingsmen oraz The Spades narodził się legendarny zespół o dziwnej nazwie The 13th Floor Elevators.
Nazwa grupy pochodzi stąd, że M (marihuana) jest trzynastą literą alfabetu, a większość budynków w Stanach nie ma 13 piętra (po 12 jest od razu 14). Muzycy twierdzili, że jeśli ktoś chce osiągnąć 13 piętro i dojść do nowego poziomu świadomości, to powinien razem z nimi wybrać się w magiczną podróż.
R.Erickson, S.Sutherland, T.Hall, B.Thurman oraz J.Ike Watson tworzyli tą oryginalną grupę. Muzycy zespołu twierdzili ,że jako pierwsi na świecie nazywali się psychodelicznymi wyprzedzając o 14 dni/sic!/ Grateful Dead.
Drugiego stycznia 1966 roku grupa odbyła swoją pierwszą sesję nagraniową, podczas której nagrano „You’re Gonna Miss Me” oraz „Tried to Hide” – numery które stały się podstawą debiutanckiej płyty zatytułowanej „The Psychedelic Sounds Of The 13th Floor Elevators”.
Po nagraniu singla z wymienionymi utworami grupa wyjechała do S.F. a lokalna wytwórnia płytowa International Artist zajęła się, niestety jego kiepską promocją. 
Jakież było zdziwienie gdy singiel sam przedarł się na 55 miejsce listy Bilboardu. Zespół zmuszono do powrotu i w Dallas powstała dalsza część płyty nagrana według koncepcji T.Halla - czyli najpierw chłopcy zażyli LSD ,potem wypalili jointa by w ciągu czterech godzin nagrać materiał na całą płytę. Debiut grupy utrzymany jest w konwencji garażowej psychodelii a charakterystycznym efektem przewijającym się we wszystkich nagraniach jest wytwarzany przez T.Halla dźwięk elektrycznego dzbanka podobny do głosu wydawanego przez indyka.
Niestety życie muzyków w Houston nie należało do najłatwiejszych ,  teksańska policja nie miała litości dla długowłosych freaków chodzących po ulicy. Po nagraniu drugiej płyty w zespole coraz bardziej psuły się stosunki personalne a koncerty muzycy grali będąc cały czas na potężnym haju. Odbiło się to znacznie na psychice R.Ericksona który popadał stopniowo w schizofrenię i musiał podjąć się kuracji. S.Sutherland znowuż walczył z głęboką depresją co spowodowało ,że po nagraniu drugiej płyty „Easter Everywhere” grupa przestała istnieć. Wydany w 1969 roku lp „Bull Of The Woods” jest już zbiorem nagrań niedokończonych  pośpiesznie zebranych i wydanych jako trzeci tytuł w dyskografii zespołu.




                                         





piątek, 12 lutego 2016

T.JAMES & THE SHONDELLS - Cellophane Symphony /1969/



1.Cellophane Symphony (E. Gray, M. Vale, P. Lucia, R. Rosman, T. James) - 9:38
2.Makin' Good Time (R. Cordell, T. James) - 2:36
3.Evergreen (R. Cordell, T. James) - 2:07
4.Sweet Cherry Wine (R. Grasso, T. James) - 4:20
5.Papa Rolled His Own (P. Lucia, T. James) - 1:46
6.Changes (P. Lucia, R. Grasso, T. James) - 5:36
7.Loved One (M. Vale, T. James) - 3:41
8.I Know Who I Am (R. Cordell, T. James) - 3:53
9.The Love Of A Woman (R. Cordell, T. James) - 4:27
10.On Behalf Of The Entire Staff And Management (R. Cordell, T. James) - 3:56


*Tommy James - Vocals, Guitars, Electric, Acoustic Pianos, Hammond Organ, Harpsichords, Moog Synthesizer
*Eddie Gray - Guitars
*Ron Rosman - Electric, Acoustic Pianos, Hammond Organ, Harpsichords, Moog Synthesizer
*Mike Vale - Bass guitar
*Peter Lucia -  Drums, Percussion



Większość ludzi zna grupę Tommy James and The Shondells z łatwych , lekkich przebojów łatwo wpadających w ucho. „Crimson and Clover” , „Mony,Mony” , „I Think We’re Alone Now”  zajęły odpowiednio pierwsze, trzecie i czwarte miejsca na listach przebojów w USA. 
W Anglii co ciekawe grupa nie miała żadnych tego typu osiągnięć.
Tommy James urodził się w 1947 roku a pierwszy swój band założył mając lat dwanaście. Grupa zwała się The Tornadoes a rok później przyjęła już nazwę The Shondells.
Łatwość z jaką przyszło wykonywać grupie utwory pełne chwytliwości dla uszu doprowadziło do zaszeregowania nagrań zespołu jako bubble- gum. 
Przez dwa lata 1964-66 The Shondells udzielało się na rynku muzycznym aż lider T.James powiedział „dość”. Rozpoczął pracę w sklepie muzycznym i sporadycznie pogrywał sobie na estradzie.
Długo nie wytrzymał. Już po roku wystartował z nową odsłoną The Shondells. 
Rynek muzyczny zmienił się opanowała go psychodelia i ta eksperymentatorska jak i ta łagodniejsza.
T.James umiejętnie połączył oba nurty i rozpoczął pracę nad kolejnymi nagraniami.  W 1968 roku jako T.James & The Shondells powstała płyta „Crimson and Clover” z fantastycznym tytułowym nagraniem w którym muzycy wykorzystali  kilka technik twórczego zniekształcenia dźwięku. Wydano ją w styczniu 1969 roku a pod koniec tegoż roku ukazała się kolejna pozycja w dyskografii zespołu „Cellophane Symphony”.
„Cellophane Symphony” jest jednym z pierwszych albumów w historii muzyki na którym wykorzystany został syntezator Mooga. Lider grupy mówił :”Album był bardzo eksperymentalny i chociaż dziś brzmi to nieco archaicznie w tamtym czasie było to nowatorskie.” 
Pulsujące różne efekty dźwiękowe uparcie trzymają się wokół powtarzanego riffu a na to wszystko nakładają się dźwięki syntezatora. Moog nie jest jedyną rzeczą co wyróżnia tą płytę. Cechuje ją szeroki wachlarz brzmień . Mamy tutaj i rockowe „Makin’ Good Time” , balladę „Evergreen” kolejny słodko psychodeliczny przebój „Sweet Cherry Wine” a do tego dodajmy komediowe „Papa Rolled His Own” i na zakończenie posłuchajmy psychodelicznej balangi w utworze „On Behalf Of the Entire Staff and Management” . Oto obraz tej płyty. Niby muzyki łatwej i przyjemnej ale bliższa jest ona swoistej wersji "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" niż tradycyjnej muzyce popowej.
Po nagraniu płyty zespół dostał propozycje zagrania na festiwalu w Woodstock. Jednak T.James przebywał w tym czasie na Hawajach a grupa już nie istniała.

Tommy James rozpoczął z powodzeniem karierę solową a jego utwory nierzadko gościły na listach przebojów. 




                                         


środa, 10 lutego 2016

VELVETT FOGG - Velvett Fogg /1969/


1. Yellow Cave Woman (K. Law) - 6:57
2. New York Mining Disaster 1941 (R. Gibb, B. Gibb, M. Gibb) - 2:55
3. Wizard Of Gobsolod (P. Eastment) - 2:56
4. Once Among The Trees (K. Law) - 5:38
5. Lady Caroline (P. Eastment) - 2:23
6. Come Away Melinda (Fran Minkoff, Fred Hellerman) - 5:52
7. Owded To The Dip (G. Mullett, M. Pollard, P. Eastment) - 6:09
8. Within The Night (K. Law) - 4:45
9. Plastic Man (Frank Wilson, Graham Mullett) - 4:45
10.Telstar '69 (Bonus Track) (K. Law) - 2:46

*Keith Law - (Songwriter)
*Frank Wilson - Hammond Organ, Vocal
*Paul Eastment - Guitar, Vocal
*Graham Mullett - Drums
*Mick Pollard - Bass Guitar


Wokalista Ernie Handy wraz z gitarzystą Bobe Hewittem założył w 1968 roku w Birmingham zespół, który został nazwany Velvett Fogg. Składu dopełnili perkusista Graham Mullett, basista Mick Pollard i grający na organach Hammonda Frank Wilson. 
Wkrótce po założeniu, zespół wyjechał do Niemiec, gdzie grał w klubach rozrywkowych a swoje występy uczynił atrakcyjniejszym poprzez występy na scenie tancerki go-go.
Po powrocie do Birmingham grupą zainteresował się Jack Dorsey z Pye Records, wytwórni która szukała jakiegoś  zespołu z modnego wówczas undergroundu muzycznego.
Na jeden koncert trafił do Velvett Fogg młody gitarzysta Tony Iommi, który  zastąpiony został przez Iana Leightona kumpla F.Wilsona . Ostatecznie jednak na płycie zagrał Paul Eastment /który był kuzynem T.Iommi/.
Materiał na płytę zatytułowaną „Velvett Fogg” napisał lokalny songwriter i gitarzysta a także przyjaciel zespołu Keith Law, weteran sceny Birmingham. Utwory zostały wyprodukowane przez J.Dorseya i wydane w styczniu 1969 roku.
Dla mnie jest to oryginalny album psychodeliczny ale już pojawiają się na nim pewne pierwiastki muzyki progresywnej. Nie ma tutaj już słynnych organów Farfisa ale jest za to potężne brzmienie Hammondów, które u mnie zawsze wywołują jakże rozkoszne dreszcze.
Dwa covery nagrane przez grupę są imponujące i świetne. „Come Away Melinda”  Tima Rosa jest cudownie zaaranżowanym psychodelicznym utworem z instrumentem F.Wilsona na pierwszym planie. Spokojnie zaśpiewana linia wokalna, lekko zniekształcona wspomagana jest pobrzmiewającymi w tle tajemniczymi efektami dźwiękowymi. Drugim coverem jest utwór Bee Gees „ New York Mining Disaster 1941” zagrany dynamicznie i również wzbogacony „rozmazanymi” dźwiękami uroczej psychodelii.
A otwierający płytę „Yellow Cave Woman” ukazuje w pełni jak psychodelia przekształca się w progresywne dźwięki. Powolny transowy rytm, płynne frazy organów oraz kąśliwe zagrywki gitary nadają ton tej atrakcyjnej kompozycji. Mocno w psychodelicznym klimacie osadzony jest utwór „Lady Caroline” a „Owed to the Dip” jest niezapomnianym jazzującym numerem , który nie pozwala o sobie zapomnieć poprzez wspaniałe instrumentalne jammowanie muzyków. Niestety po wydaniu płyty Pye Records przestała interesować się wypromowaniem produktu i płyta przeszła prawie niezauważona a jesienią 1969 roku grupa Velvett Fogg przestała istnieć.
Organistę  F.Wilsona możemy  usłyszeć na płycie grupy Warhorse, P.Eastment założył zespół Ghost i nagrał z nim płytę „When You’re Dead” a K.Law wciąż pisze piosenki i jest wziętym kompozytorem w południowo-wschodniej części Anglii.







niedziela, 7 lutego 2016

ULTIMATE SPINACH - Behold and See /1968/


Side One
1. Gilded Lamp of the Cosmos (Bruce-Douglas)
2. Visions of Your Reality (Bruce-Douglas)
3. Jazz Thing (Bruce-Douglas)
4. Mind Flowers (Bruce-Douglas)
Side Two
5. Where You’re At (Bruce-Douglas)
6. Suite: Genesis of Beauty (In Four Parts) (Bruce-Douglas)
7. Fifth Horseman of the Apocalypse (Bruce-Douglas)
8. Fragmentary March of Green (Bruce-Douglas)

Ian Bruce-Douglas-guitar, harmonica, keyboards, vocals
Richard Nese-bass
Geoffrey Winthrop-guitar, vocals, sitar
Barbara Hudson-guitar, vocals
Keith Lahteinen-drums, vocals

Druga płyta grupy Ultimate Spinach została wydana w 1968 roku i nosi tytuł „Behold & See”.  
Jest poniekąd kontynuacją debiutu ale jest bardziej dojrzała i intrygująca.
Zespół powstał rok wcześniej w Bostonie i należy do czołówki tzw. bostońskiego brzmienia lat 60-tych.
I.Bruce-Douglas, B.Hudson, K.Lahteinen, G.Winthrop i R.Nese wcześniej występowali pod nazwa The Unicorn.
Niestety prowadzona nieudolnie kampania reklamowa spowodowała , że zespoły bostońskiego brzmienia nie zdołały przebić bratnich dusz z San Francisco.
A płyta jest świetna wystarczy tylko sobie jej posłuchać.
Otwiera ją zaśpiewana przez B.Hudson piosenka  „Gilded Lamp of the Cosmos” jedna z najładniejszych psychodelicznych ballad folkowych. Mocny głos wokalistki zbliżony troszkę do wokalu Sonji Kristiny / z Curved Air/ wprowadza nas w lekkie oszołomienie.
Lider grupy Ian Bruce-Douglas główny twórca repertuaru zespołu w swoich tekstach wnikliwie obserwuje to co się wokół niego dzieje. Jego rozczarowanie płytkością społeczeństwa daje obraz w utworze „Vision Of Your Reality”. Zaśpiewany przez niego  utwór utrzymany jest w podobnej konwencji co „Gilded Lamp of the Cosmos”.
Ponad sześciominutowy kolejny numer „Jazz Thing” mający delikatne  psychodeliczne, ulotne dźwięki za sprawą wibrafonu i wspaniałej partii fletu nagranej z pogłosem powoduje, że muzyka dociera do nas poprzez ten swoisty strumień podświadomości muzycznej. 
Powolny rytm, snujący się po obrzeżach naszych myśli sprawia, że następny utwór „Mind Flowers” swoimi dźwiękami wprowadza nas w stan niepokoju. Dziwne elektroniczne dźwięki połączone są z trwającą prawie dziesięć minut solówką na gitarze, wokal najpierw spokojny przechodzi w ekspresję by w środkowej partii utworu stać się kosmiczną melorecytacją.
Najlepszy utwór na płycie.
Długie trzy ostatnie numery wypełniające album „Behold and See” zabierają nas w świat sielankowego kosmicznego obrzędu  prowadzącego w „Fifth Horseman of the Apocalypse” do dynamiczniejszej części za sprawą gry Bruca-Douglasa na gitarze. Po chwili wszystko wraca do wcześniejszej sielanki za sprawą dźwięków fletu, harmonijki i głosów anielskich.
To jest naprawdę znakomity i ambitny album, jeden z moich ulubionych.




                                           


czwartek, 4 lutego 2016

JEFFERSON AIRPLANE - Takes Off /1966/


01. Blues From an Airplane              2:10
02. Let Me In                                         2:56
03. Bringing Me Down                       2:22
04. It's No Secret                                 2:37
05. Tobacco Road                              3:27
06. Come Up the Years                      2:30
07. Run Around                                   2:36
08. Let's Get Together                       3:34
09. Don't Slip Away                            2:31
10. Chauffeur Blues                           2:25
11. And I Like It                                    3:15


Marty Balin: vocals
Signe Toly Anderson: vocals
Paul Kantner: vocals, rhythm guitar
Jorma Kaukonen: lead guitar
Jack Casady: bass
Alexander "Skip" Spence: drums




Trzy miesiące młodszy niż „Revolver” , cztery od „Pet Sounds” a dwa miesiące przed „Face to Face” powstał debiutancki album grupy Jefferson Airplane zatytułowany „Takes Off”.
Dla znających następne dokonania grupy może brakować charakterystycznego głosu Grace Slick , która pojawiła się już na następnej płycie ale trzeba zaznaczyć ,że „Takes Off” to pierwsza płyta psychodelicznego rocka wydana na zachodnim wybrzeżu Ameryki.
Porównać można ją z „Rubber Soul” The Beatles ,którzy na tym albumie ukazują już zmiany w swojej muzyce a Jefferson Airplane analogicznie ukazuje zmiany w muzyce amerykańskiej. Folk spotyka flower-power i z tego powstaje siła tego albumu.

Historia Jefferson Airplane sięga początku roku 1965 kiedy wokalista folkowy Marty Balin spotkał grającego na gitarze Paula Kantnera. Kantner chciał mieć zespół rockowy.
Poszukując kolejnych muzyków Kantner zarekomendował gitarzystę Jorme Kaukonena, natomiast Balin bardzo chciał aby wokalem prowadzącym w zespole był głos kobiecy.
Wybór padł na śpiewaczkę folkową Signe Anderson. Za perkusją zasiadł zupełnie nie mający
pojęcia gry na tym instrumencie Skip Spence a pierwszego składu grupy dopełnił bluegrassowy basista Bob Harvey.
Nazwa grupy wzięła się z utworu Donovana „Fat Angel”  z płyty „Sunshine Superman”  z tekstu „Fly Jefferson Airplane, gets you there on time”.
Jefferson Airplane był pierwszym zespołem z San Francisco , który podpisał kontrakt płytowy i we wrześniu 1966 roku wytwórnia RCA wydała debiut grupy .
Jedyną zmianą składu było odejście B.Harveya zastąpionego przez wirtuoza gitary basowej i przyjaciela J.Kaukonena ,Jacka Casady’ego.
Niespodzianką jest zestaw nagrań zaproponowanych przez grupę. Akustyczne, folkowe klimaty połączone z popowa stylistyką nadają ton tej płycie. Do tego dodajmy jeszcze krótkie ale sugestywne solówki Kaukonena .
„Don’t Slip Away” , „And I Like It” , „Run Around”  to urocze piosenki które po wysłuchaniu na długo goszczą w naszych głowach. Te ledwo ponad dwuminutowe perełki ukazują cały kunszt wokalny oraz instrumentalny muzyków. Głównym wokalistą grupy jest M.Balin z małymi wyjątkami. Pierwszym utworem skomponowanym przez P.Kantnera jest „Let Me In” .Utwór ten  to wyrafinowana piosenka w której gitara basowa robi Ci w mózgu potężny odlot w kosmos. Środki halucynogenne są tu zupełnie niepotrzebne i tak jesteśmy już gdzieś w okolicy pasu Oriona. Jedno z najlepszych nagrań w historii grupy. Główną linię wokalną prowadzi tutaj kompozytor. Na płycie mamy trzy covery. Słynny standard  „Tobacco Road” zagrany bardzo oszczędnie ze świetnym wokalem M.Balina wspomaganym przez  S.Anderson , utwór Dina Valente,  muzyka Quicksilver Messenger Service „Let’s Get Together” oraz „Chauffeur Blues” zaśpiewany w całości przez S.Anderson, której głos zbliża się momentami do wokali murzyńskich śpiewaczek ,jak choćby A.Franklin. Tak naprawdę utwór ten pokazuje jaki kawał głosu miała Signe i kto wie?, kto wie? Co byłoby dalej.
Debiut Jeffersona najczęściej gości w moim odtwarzaczu ,prawie dorównuje następnej pozycji „Surrealistic Pillow”  i współgra jeszcze z potężnym killerem koncertowym „Bless Its Pointed Little Head” .

Parę dni temu współzałożyciel Jefferson Airplane , Marty Balin wysłał w świat wiadomość :”Wyobrażam sobie , że Paul obudził się rankiem będąc w niebie , zobaczył Signe i zapytał ją  „Hej co ty tu robisz? Załóżmy zespół””.
Ostatni pożegnalny koncert grupy  z Signe Anderson odbył się 15.października.1966 roku. Wokalistka wróciła do Portland gdzie została szczęśliwą mamą ,śpiewała sporadycznie z big bandem Carla Smitha.  J.Cassidy tak ją wspomina „Miała wspaniały folkowy głos ,który wspaniale brzmiał pomiędzy Paulem i Martynem.” A Jorma Kaukonen tak napisał na swoim blogu „ Signe była jednym z najsilniejszych ludzi jakich w życiu spotkałem. Była naszą matką ,której głos rozsądku wiele znaczył w naszej wspólnej rodzinie”

Spoczywaj w pokoju
Signe Toly Anderson
/15.IX.1941 – 28.I.2016/








poniedziałek, 1 lutego 2016

GARY WALKER & THE RAIN - Album No.1 /1968/



1. Magazine Woman (Joey Molland) - 5:01
2. The Sun Shines (Paul Crane) - 2:47
3. Doctor Doctor (Joey Molland) - 2:58
4. I Can't Stand To Lose You (Gary Leeds, Paul Crane) - 2:27
5. Market Tavern (Joey Molland, Paul Crane) - 4:05
6. Spooky (Middlebrooks, Shapiro) - 3:02
7. Take A Look (Joey Molland) - 2:07
8. The View (Gary Leeds, Joey Molland) - 2:50
9. If You Don't Come Back (Leiber, Stoller) - 6:47
10.Thoughts Of An Old Man (Gary Leeds, Joey Molland) - 2:43
11.Francis (Gary Leeds, Joey Molland, Paul Crane, John Lawson) - 3:05
12.I Promise To Love You (Paul Crane) - 3:06
13.What Ever Happened To Happy (Bonner, Gordon) - 2:19
14.Come In You'll Get Pneumonia (Harry Vanda, George Redburn Young) - 4:05
15.Cutie Morning Moon (Scott Walker, Kazu Haru Honjo) - 2:51
16.Gary`S Theme (Kazu Haru Honjo) - 2:49 


*Gary Walker - Drums, Vocals
*Paul Crane - Lead Vocals, Guitar
*Joey Molland - Guitar, Vocals
*John Lawson - Bass



Gary Walker urodził się w Glendale , w Kaliforni i był perkusistą oraz wokalistą w słynnej popowej grupie The Walker Brothers.
W 1967 roku wraz z Joey Mollandem, Charlesem „Paul” Crane’em oraz Johnem Lawsonem założył zespół Gary Walker & The Rain.
Gary Walker /prawdziwe nazwisko Gary Leeds/  był zdecydowanie najmniej widocznym muzykiem w Walker Bros i gdy zespół pomimo wielkiego hitu „The Sun Ain’t Gonna Shine” ,rozpadł się manager Maurice King namówił Gary’ego na założenie własnej grupy. 
Ponieważ The Walker Brothers odnosił sukcesy w Europie i Japonii postanowiono przenieść się do Londynu i rozpocząć poszukiwanie muzyków do nowej grupy. 
Wybór padł na weteranów Merseybeatu -Joey Mollanda i Paula „Charlie” Crane’a oraz na basiste Johna Lawsona.
„Gary Walker And The Rain Album No. 1”  ukazał się w 1968 roku i jest klasycznym albumem ery muzyki popowo-psychodelicznej. Niestety Polydor długi czas zwlekał z wydaniem płyty w Europie i Stanach , na szczęście lokalna wytwórnia Philips zdecydowała się na wydanie jej w Japonii.
Trasa po Kraju Kwitnącej Wiśni okazała się niebywałym sukcesem,  nie tylko muzycznym. Po każdym koncercie tłumy nastoletnich japonek oblegały chłopaków co raczej nie nastrajało do pracy nad kolejnymi nagraniami.
Muzyka na płycie jest różnorodna , utrzymana w konwencji psychodelicznej zawierająca czasami ostrzejsze ,zniekształcone dźwięki gitary jak w otwierającym album numerze „Magazine Woman” . Pełen ekspresji wokal z ciekawą linią gitary basowej i „kroczącą” gitarą  J.Mollanda sprawia ,że utwór „Doctor,Doctor” kojarzy nam się z The Who , natomiast  piosenka „Spooky” została wydana na singlu i w Japonii dotarła do trzeciego miejsca na listach przebojów.. W „Market Tawern” znowu mamy zastosowany efekt „fazowania” gdzie gitara przemieszcza się z lewa na prawo a towarzyszą temu zniekształcone dźwięki perkusyjnych talerzy.
Do jednych z najfajniejszych utworów na płycie można zaliczyć „If You Don’t Come Back” ,skomponowany przez spółkę autorską Leiber i Stoller. Ciężka gitara basowa równomiernie idąca przez cały utwór współgra z perkusją G.Walkera , który pokazuje tutaj swoje umiejętności  a do tego dochodzi gra Mollanda inspirowana  zagrywkami J.Hendrixa.
Hard rockowy numer z domieszką psychodelii może zaintrygować słuchacza swoim brzmieniem.


Na początku roku 1969 zespół przestał istnieć. G.Walker powrócił do Stanów i w 1975 roku uczestniczył w reaktywacji The Walker Brothers,  P.Crane został producentem , J.Lawson podjął prace w grupie Lace a J.Molland rozpoczął współpracę z zespołem Badfinger.