Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eric Burdon & The Animals. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eric Burdon & The Animals. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 października 2017

ERIC BURDON & THE ANIMALS - Every One Of Us /1968/

1. White House (Burdon) 3:53
2. Uppers And Downers (Burdon) 0:25
3. Serenade To A Sweet Lady (Weider) 6:14
4. The Immigrant Lad (Burdon) 6:16
5. Year Of The Guru (Burdon) 5:27
6. St. James Infirmary (Traditional; arranged by Burdon, Weider, Jenkins, McCulloch, Briggs) 5:03
7. New York 1963-America 1968 (Burdon, Bruno) 18:48
  • Eric Burdon: Lead Vocals
    Danny McCulloch: Bass, Vocals, 12 Strings Guitar
    Barry Jenkins: Drums, Tambourine, Reco-Reco
    Vic Briggs: Guitar, Bass
    John Weider: Guitar, Celeste
    George Bruno (aka Zoot Mooney): Hammond Organ, Piano, Vocals

Pierwsza odsłona The Animals zakończyła swój żywot w 1965 roku, Burdon wyjechał do Stanów Zjednoczonych gdzie założył The New Animals. Grupa nagrała tam cztery albumy po czym się rozpadła. Trzy z nich już opisałem, kolej na czwarty. „Every One Of Us” został nagrany w sierpniu 1968 roku a do zespołu doszedł nowy muzyk, Zoot Money, grający wcześniej w psychodelicznej grupie Dantalian’s Chariot. Od wydania poprzedniej płyty minęło mało czasu ale wszystko się dramatycznie zmieniło i muzyka Burdona zaczęła odzwierciedlać otaczający świat. To już nie było sielankowe Lato Miłości 1967 roku. Czołgi na ulicach, obławy, nagonki, płonące dzielnice, dziesiątki zabitych i rannych-te obrazy wstrząsnęły Ameryką.
 „Wizje! Omeny! Halucynacje! Cuda! Ekstazy! Spłynęły rzeką Ameryki!
Sny! Adoracje! Olśnienia! Religie! Okręty wrażliwego łajna!
Prawdziwy święty śmiech w rzece! Widzieli to wszystko! Dzikie oczy! Święte wycia! Żegnali! Skakali z dachu! W samotność! Powiewając! Niosąc kwiaty! Do rzeki! Na ulicę!”
Allen Ginsberg  „Skowyt”:
Płyta Erica Burdona i jego The New Animals ma w sobie coś z tej płonącej, złowieszczej rzeczywistości. Obok niepokoju, Burdon jest jednym z pierwszych, który żegna Lato Miłości.
Ale okazuje się, że ta melancholijna kolekcja piosenek wypełniona jazzowymi i folkowymi aranżacjami ma tą siłę, moc, wypowiedzenia wojny. A wszystko zaczyna się jeszcze dziewiczo w utrzymanym w klimacie z poprzedniej płyty utworze „White Houses”. Dużą rolę odgrywa w nim świetna solówka Weidera oraz pełny, cholernie dojrzały głos Burdona.
Wiesz, dopiero teraz uświadomiłem sobie, że głównie jest to płyta Burdona. Jego wokal jest po prostu nie-sa-mo-wity. Taką głębie wyczarować może tylko artysta. I Eric Burdon nim jest. Aranżacja i wykonanie znanego bluesa „St. James Infirmary” ukazuje całą potęgę Burdona. Czysty, mocny, czarny głos doprowadza do ekstazy. Nagle nie wiesz co się dzieje, wojna trwa ale już nie tylko na ulicach ona też jest w Twojej głowie. Lato Miłości zmieniło oblicze świata i już nic tego nie stłumi. Ta wiara zawarta na płycie ciągle jest, tylko się wsłuchaj!!
Dziewiętnastominutowy „Nowy Jork 1963 – Ameryka 1968” jest podzielony, umownie na trzy części. Miła, spokojna melodia  z monotonnym basem i cichą, melancholijną gitarą rozpoczyna utwór stanowiący punkt krytyczny całej płyty. Burdon podróżuje z Newcastle przez Londyn do Nowego Jorku zbierając swoje doświadczenia. W Nowym Jorku spotyka Boba Dylana i piękne czarne kobiety oraz czyta o śmierci Kennedy’ego. Część środkowa zawiera wywiad z członkiem Czarnych Panter, organizacji walczącej o prawa Murzynów. Rewolucja opanowała ścieżki płyty. Ostry, napędzający rytm z wyjącą wręcz krzyczącą Wypuście mnie! gitarą do tego podłączone organy Zoota Moneya napędzają trzecią część utworu czyniąc z niego pełen ekspresji, dynamit, który wybucha z każdą sekundą trwania numeru. 
„Chcę być wolny cały czas”  Burdon nie zostawia wątpliwości o co mu chodzi.
I tak płyta „Every One Of Us” powoduje, że słuchając jej zawsze czuję się pochłonięty muzyką i wielkim wokalem w dziwny ale przyjemny sposób.






środa, 26 lipca 2017

ERIC BURDON & THE ANIMALS - Winds Of Change /1967/


1. Winds Of Change (3:59)
2. Poem By The Sea (2:15)
3. Paint It Black (5:57)
4. The Black Plague (5:58)
5. Yes I Am Experienced (3:38)
6. San Franciscan Nights (3:18)
7. Man - Woman (5:29)
8. Hotel Hell (4:46)
9. Good Times (2:58)
10. Anything (3:19)
11. It's All Meat (2:01)

Eric Burdon: Vocals
Danny McCulloch: Bass Guitar
Barry Jenkins: Drums
Vic Briggs: Guitar, Piano, Vibes
John Weider: Guitar, Violin

Tak to jest płyta The Animals, ale już w nowym wcieleniu, w nowym składzie, który Burdon i Jenkins stworzyli. No cóż, każdy kto chce usłyszeć kontynuacje stylu rhythm and bluesowego spotka się ze sporym zaskoczeniem. 
Burdon odkrył dla siebie Kalifornię i wraz z gitarzystą Briggsem, basistą McCullochem i skrzypkiem Weiderem dotarł do Ameryki i spowodował jedną z największych zmian kierunku muzycznego.
Żegnaj R&B; Witaj psychodelic.
Wyprodukowany przez Toma Wilsona album „Winds Of Change” ukazał się w 1967 roku. Jest to prawdopodobnie jedna z największych kwasowych płyt jakie kiedykolwiek zostały nagrane. Burdon już odbył niejedną podróż w głąb siebie za sprawą popularnego halucynogenu zwanego LSD. Ta płyta to wyraźne przekształcenie świata w swoje wizje, leniwe pełne otwarcia wszystkich umysłów ku kolorowej przyszłości. Mroczne majaki przeplatane z kolorowymi snami w pełni charakteryzują „Winds Of Change”. 
Album zaczyna się od tytułowego kawałka a kończy napisem „It’s All Meat”. Jeszcze tekstowo oba utwory są hołdem dla muzycznych wzorców Burdona, ale muzyczne. Wzbogacony brzmieniem sitaru raga rockowy utwór tytułowy to hołd Erica dla idoli rockowych i bluesowych a w ostatnim zabójcze solo Briggsa skłania „It’s All Meat” w stronę hard rockowej jazdy. Niezwykły, psychodeliczny pełen kosmicznych dźwięków poemat „Poem by the Sea” wprowadza słuchacza w… To dziwna chwila, kiedy spokój oplata mój mózg, chociaż serce jeszcze trochę łopoce. To trochę jak zapowiedź świtu, coś wąskiego i ostrego co biegnie jak promyk słońca.
I kolejny udany utwór „The Black Plague” recytowany na podkładzie kościelnych chórów podobny jest dźwiękiem do „Still I’m Sad” The Yardbirds. „Yes,I am Experienced” Burdon odpowiada swojemu kumplowi, który ledwo chwilę wcześniej zadaje pytanie „Are You Experienced?”. A i muzycznie nowe wcielenie The Animals pada blisko Jimi Hendrix Experience, nawet jakbyś nie znał tytułu to skojarzyć łatwo.
W 1967 roku muzyczna scena San Francisco zaczęła się rozwijać bardzo dynamicznie. Grateful Dead czy Jefferson Airplane wywarły ogromny wpływ na Burdona. Jak mówił w wywiadach: „To jest coś niesamowitego. Jesteś obok ale jak już wejdziesz w to, to nic cię nie zatrzyma. Posłuchaj jak oni grają”. Nic dziwnego, że na płycie pojawił się swoisty hołd dla miasta miłości. „Stroboskopowych świateł blask tworzy sny, ściany drżą i umysły też, w ciepłą noc w San Francisco”. 
Kolejnym numerem ukazującym fascynacje Burdona kontrkulturą jest „Man – Woman”. Głos Erica ekscytujący i tętniący życiem, opowiada historię miłosnych uniesień mężczyzny i kobiety. Pokolenie Miłości i Pokoju dochodzi do głosu a Burdon wykrzykuje cztery słowa: „Mężczyzna – Kobieta – Pragnienie – Miłość”.
Ten utwór to jakby początek tego co wokalista robił potem z grupą War.
Autobiograficzny „Good Times” podobnie jak „Anything’ to dwie niezapomniane ballady oparte na orkiestracji.
Płyta „Winds Of Change” jest jak doświadczenie, które Burdon chce przekazać kontestującemu słuchaczowi. To obowiązkowa pozycja w dyskografii tego wielkiego pieśniarza.




środa, 26 kwietnia 2017

ERIC BURDON AND THE ANIMALS - The Twain Shall Meet /1968/


1. Monterey 4:18
2. Just the Thought 3:47
3. Closer to the Truth 4:31
4. No Self Pity 4:50
5. Orange and Red Beams 3:45
6. Sky Pilot 7:27
7. We Love You Lil 6:48
8. All Is One 7:45

Eric Burdon - vocals
John Weider - guitar, violin
Vic Briggs - guitar
Danny McCulloch - bass, vocals on "Orange and Red Beams"
Barry Jenkins - drums

Pewnego weekendu 16-18 czerwca 1967 roku ponad 200 tysięcy młodych ludzi udało się do Monterey, małego nadmorskiego miasteczka niedaleko San Francisco by przeżyć coś niezwykłego. To był początek „Lata Miłości”, początek nowej formy muzycznej, nowego rodzaju zgromadzeń, początek ruchu politycznego i duchowego. Monterey Pop Festiwal było wydarzeniem, które zmieniło nasz świat od wewnątrz, poprzez nasze uszy, oczy i umysły stworzyło nową kulturę i ukierunkowało ją na przyszłość. Ten niezwykły festiwal odbył się pod hasłem „Muzyka, miłość i kwiaty” 
a hasło to rozlało się po całych Stanach tego pamiętnego lata 1967 roku. 
Na festiwalu wystąpiło 31 grup i solistów a Janis Joplin, Jimi Hendrix i Otis Redding uzyskali po nim status supergwiazdy. Potrafili oni najpełniej wyrazić swoją muzyką ducha czasów i uczynili ze swoich występów magiczny przekaz prowadzący prosto w kosmiczne przestrzenie. Innym wykonawcą, który także potrafił to uczynić był Hindus Ravi Shankar ze swoim zespołem.
Płyta grupy Eric Burdon and The Animals, „The Twain Shall Meet” została wydana w 1968 roku a otwiera ją swoisty hołd jaki Burdon złożył właśnie festiwalowi w Monterey.
Utwór „Monterey” doskonale oddaje ducha tego co stało się pewnego letniego weekendu 1967 roku. Rozpoczyna go delikatne wejście sitaru, jakby powolne rozpalanie świateł na scenie, jeszcze nie ma wykonawców ale już dźwięk nadlatuje. Po tym delikatnym wstępie następuje wybuch blues rockowy z basem przesuwającym się po liniach pełnych kwasowatości. 
Burdon śpiewa: „Ludzie przychodzili i słuchali/niektórzy przychodzili i bawili się/inni dawali kwiaty/w Monterey”. 
A potem pokazuje narodziny nowych Bogów: ”The Byrds i Airplane latały/Och, muzyka Ravi Shankara sprawiła, że płakałem/The Who wybuchł w ogniu/muzyka Hugh Maskeli była czarna jak noc/The Grateful Dead rozpalili umysły/Jimi Hendrix , kochanie, uwierz mi, poprowadzi świat w ogniu/dziesięć tysięcy elektrycznych gitar eksplodowało/w Monterey”.
 Utwór „Monterey” przechodzi gładko w „Just the Thought”, który snuje się jak niczym nie powstrzymywane strumienie świadomości. To jest głęboka podróż w krainę LSD. Rozmyte kolory w postaci wokalu Burdona doprowadzają do nierzeczywistych obrazów teraźniejszości. „Closer to the Truth” to znowuż czarny blues z delty Mississippi a kolejne dwa numery tylko potęgują ociekające psychodelią klimaty. „No Self Pity” to raga-rock malujący w oparach haszyszu budzący się świt i kończący pierwszą stronę lp utwór „Orange and Red Beams” zaśpiewany przez basistę zespołu Danny McCullocha ze świetnie zaaranżowanymi orkiestralnymi akcentami.
„Sky Pilot” otwierający drugą stronę płyty jest anty-wojenną pieśnią , pełną podróży do otwartych wrót kosmosu. Instrumentalny „We Love You Lil” jest kolejną drogą snującą się po cienkiej linii w narkotycznej podróży. Fajnie, spowalniająco zagrana solówka gitarowa Vica Briggsa wciąga rozkosznie odrętwiały Twój umysł słuchaczu w klimat tego utworu.
Całość kończy hinduski hipnotyczny „All Is One”, koniec bycia na haju? Zjazd w dół?
No cóż, rzeczywistość nie jest przyjemna po tęczowej podróży.
Ten album został nagrany z nowymi The Animals, podobnie jak dwie poprzednie płyty.
Urok jaki wywarło na Burdonie, Lato Miłości został udokumentowany czterema albumami.
Dwa już opisałem, na kolejne dwa przyjdzie niebawem czas.




 


środa, 9 grudnia 2015

ERIC BURDON & THE ANIMALS - Love Is /1968/

  1. River Deep, Mountain High
  2. I'm An Animal
  3. I'm Dying (Or Am I)
  4. Ring Of Fire
  5. Coloured Rain
  6. To Love Somebody
  7. As The Years Go Passing By
  8. Gemini - Madman


Personnel: 
John Weider,(vocals,guitar)
Andy Summers (vocals, guitar);
Zoot Money (vocals, piano, organ, bass guitar);
Barry Jenkins (vocals, drums, percussion);
Eric Burdon (vocals)


Po odejściu z psychodelicznej formacji Dantalian’s Chariots , klawiszowiec Zoot Money oraz gitarzysta Andy Summer wraz z Johnem Weiderem i Barry Jenkinsem wspomogli wokalistę The Animals , Erica Burdona w nowej odsłonie macierzystej grupy.
E.Burdon w  początkowym okresie pracy w The Animals wykonywał bardzo ekspresyjne pełne żywiołu bluesy i rhythm & bluesy. Wraz z Alanem Pricem tworzyli jeden z niezapomnianych bandów tzw. brytyjskiej inwazji.
Jednak jak to często bywa , konflikt trzech indywidualności Burdona, Price’a i gitarzysty Hiltona Valentine’a doprowadził do rozstania  muzyków i zawieszenia działalności The Animals. I tak w 1967 roku Burdon wraz z nowymi muzykami reaktywował grupę i rozpoczął nagrywać nowe  płyty. Świadomy rozwój wokalisty oraz postrzeganie nowej otaczającej go rzeczywistości doprowadziło do zmiany charakteru muzyki zespołu. Fascynacja psychodelią , soulem i funkiem doprowadziła do nagrania płyty „Love Is” .
Jest to podwójny album i składa się on z ośmiu utworów z czego siedem jest coverami a tylko jeden autorstwa Burdona. ”I’m Dying ,or Am I?” tym utworem Eric nawiązuje do korzeni czarnej muzyki. Rhythm & bluesowy numer oparty na zasadzie call and response , gdzie tak jak kiedyś na polach bawełny podawano sobie pieśń tak tutaj Burdon wraz z Moneyem robią to samo. Reszta nagrań to covery . Na szczególne wyróżnienie zasługuje utwór grupy Traffic „Coloured Rain” w którym niesamowitą solówka popisał się młody Andy Summers. To trwające ponad pięć minut solo , wypływa nagle i snuje się niczym mgła o poranku aby po jakimś czasie ponownie w nią wniknąć. „To Love Somebody” braci Gibb przypomina aranżacyjnie to co robiła grupa Vanilla Fudge . Burdon nie byłby sobą gdyby na płycie nie było rasowego bluesa. „As The Years Go Passing By” utwór Dona Robeya /napisany pod pseudonimem Deadric Malone/wyróżnia się kwasowymi solami gitarowymi oraz potężnym pełnym ekspresji i niepokoju głosem głównego wokalisty.  Kulminacją płyty „Love Is” jest trwający 17 minut utwór , składający się z dwóch części : „Gemini” grupy Quatermass w którym podobnie jak wcześniej , duet Eric i Zoot używają frazy call and response, oraz  drugiej części, którą  stanowi cover grupy Dantalian’s Chariots – „The Madman” utrzymany w duchu nagrań Syda Barretta.
Niestety po nagraniu „Love Is” grupa praktycznie przestała istnieć. Burdona coraz bardziej zaczęły pociągać funkujące rytmy, czego dał wyraz wiążąc się z murzyńską grupą War i nagrywając z nią niezapomnianą płytę „Eric Burdon Declares War”.