Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Traffic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Traffic. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 stycznia 2020

TRAFFIC - Mr. Fantasy /1967/


1. Heaven Is in Your Mind (4:16)
2. Berkshire Poppies (2:55)
3. House for Everyone (2:05)
4. No Face, No Name, No Number (3:35)
5. Dear Mr. Fantasy (5:44)
6. Dealer (3:34)
7. Utterly Simple (3:16)
8. Coloured Rain (2:43)
9. Hope I Never Find Me There (2:12)
10. Giving to You (4:20)



„Mr. Fantasy” została stworzona przez multiinstrumentalnych mistrzów, którzy wplatali niezliczone formy w trwałą, beztroską podróż nowej grupy, która powstała w 1967 roku. Traffic bo o nim mowa był zespołem bardzo nowoczesnym na tamte czasy a ich produkcje olśniewały stylistyką krótkich popowych jamów. „Mr. Fanrasy” jest tego doskonałym przykładem. Steve Winwood pojawia się tutaj z pełną mocą na wokalu, gitarze, organach, fortepianie, gitarze basowej i perkusji podczas gdy Jim Cappaldi rozbija werbel za prostym małym zawsze pokręconym zestawem perkusyjnym. Tymczasem Chris Wood mrugając okiem i uśmiechając się jak satyr, dźwięki unosi w każdą przestrzeń, która jest odpowiednia dla saksofonów i fletu, gdy Dave Mason uzupełnia całość swoją gitarą i szeroką gamą egzotycznych instrumentów.
Skład grupy był całkowicie zsynchronizowany przez czas spędzony na pisaniu, graniu żywej muzyki dzięki czemu uzyskali całkowicie nową swobodę od poprzednich doświadczeń w prostych rhythm and bluesach, jazzie i popie. I ze względu na ich odpowiednie uziemienie byli w stanie dowolnie mieszać i ładnie dopasowywać poszczególne elementy układanki. 
Muzycy grupy Traffic na swoim debiutanckim albumie wymyślili wiecznie czarujący i niezwykle nadprzyrodzony dźwiękowy kolaż, który był wieloaspektowy do granic możliwości - tym bardziej, że istnieją dosłownie cztery oddzielne wersje jako wydania brytyjskie i amerykańskie w wersjach mono i stereo. A wersje mono znacznie się różnią od swoich odpowiedników stereo nie tylko pod względem miksu ale również listy utworów. Produkcja Jimmy’ego Millera uchwyciła całą spontaniczność grania na żywo zespołu a inżynier Eddie Kramer wręcz telepatycznie wyczuwa nastrojowe miksowanie.




Żeby nie mieszać opisze monofoniczną wersję brytyjską płyty, którą pierwszy raz usłyszałem na początku lat 80-tych ubiegłego stulecia. Zespół Traffic od tamtej pory towarzyszy mi w mojej podróży muzycznej i tylko, jak zwykle w takim przypadku pozostaje żal i pytanie, czemu tak mało płyt nagrali? Dlaczego taki zespół nie poradził sobie z muzycznym businessem? Niestety za mało, za krótko to wszystko trwało.
Psychodeliczne wpływy połączone w bluesową instrumentacją tworzące zrelaksowany dźwięk z zachodniego wybrzeża otwierają pierwsze takty numeru „Heaven is in your mind”. To przykład dobrej piosenki i zarazem ścieżka po której dźwięki rozchodzić się będą przez ledwo 34 minuty.
Ta płyta to muzyczny obraz swingującego Londynu, z jego frywolną a zarazem elegancką modą, z jego różnego rodzaju artystami, kuglarzami i dziwakami. Całość przesiąknięta jest zapachami z Carnaby Street i wesołą maniakalną atmosferą. Tutaj utwory ukazują nam liryczne obrazy, mieniące się feerią barw, wciągają nas w filozoficzne mantry napędzane wschodnią muzyką. „Berkshire Poppies”, „Utterly Simple’, „House For Every” są tego doskonałym przykładem.


A jest też genialna ballada „No Face, No Name, And No Number” utrzymana w nieziemskim klimacie, pełna marzycielskiej atmosfery i wciągającą słuchacza w mglisty poranek pełen cudów i zwątpień. Wspaniały utwór.
Zresztą tu nie ma innych numerów. Wysokiej jakości psychodeliczny hit „Colourful Rain” napędzany saksofonowymi wstawkami przesyła pozytywne fluidy prosto w otwarte szeroko oczy a w „Dealer” świetnie się spisuje gitara akustyczna i flet.
Niewątpliwie najbardziej znana pieśnią grupy Traffic z tego albumu jest „Dear Mr. Fantasy”, dla mnie jeden z najbardziej emocjonalnych utworów w historii muzyki rockowej. Duszny głos Steve’a, organy, harmonijka ustna i surowa gitara łączą się, tworząc po prostu magię. Obraz piosenki jest skąpany w świecącym czerwonym świetle, które lekko odurza.
Całość albumu ma charakter sporadycznego psychodelicznego karnawału i tylko cieszmy się, że Steve, Jim, Chris i Dave otworzyli bramy i wciągnęli nas w tą zabawę.


środa, 3 sierpnia 2016

TRAFFIC - Traffic /1968/

                                               

1. You Can All Join In (3:40) - Mason
2. Pearly Queen (4:21) – Capaldi/Winwood
3. Don't Be Sad (3:25) - Mason
4. Who Knows What Tomorrow May Bring (3:15) – Capaldi/Winwood/Wood
5. Feelin' Alright (4:20) - Mason
6. Vagabond Virgin (5:22) – Capaldi/Mason
7. Forty Thousand Headmen (3:14) – Capaldi/Winwood
8. Cryin' to Be Heard (5:12) - Mason
9. No Time to Live (5:20) – Capaldi/Winwood
10. Means to an End (2:35) – Capaldi/Winwood

Dave Mason - vocals, acoustic guitar, harmonica
Steve Winwood - vocals, guitar, piano, harpsichord, organ, bass
Jim Capaldi - vocals, drums, percussion
Chris Wood - flute, soprano saxophone, tenor saxophone, bass, percussion, bells

Kluczem brzmienia grupy Traffic jest Steve Winwood urodzony w 1948 roku w Birmingham.
Multiinstrumentalista ,niezwykle wrażliwy osiemnastolatek wcześniej występował wraz ze swoim bratem Muffem w grupie Spencer Davis Group, z którą wylansował przebój nr 1 „Keep On Running”. 
Zdolny, pełen pomysłów i raczej bezkompromisowy Steve długo nie wytrzymał w grupie Spencera Davisa i w 1967 roku postanowił założyć własny band.
Wraz z J.Capaldim i D.Masonem powstał zalążek nowej formacji Steve’a. Muzycy na początku swej drogi szlifowali materiał na deskach klubu Elbow Room w Birmingham. Na jeden z takich występów wpadł na scenę C.Wood i już nie został z niej wypuszczony przez kolegów. Powstanie grupy Traffic stało się faktem. Jako prekursorzy brytyjskiej psychodelii pod względem ubioru, stylu bycia i muzyki utwory grupy powstawały w rodzinnej atmosferze komuny hippisowskiej w ich domu w Aston Tirrold w Berkshire.
Ich pierwsze nagrania?
To ścieżka dźwiękowa do brytyjskiego filmu „Here We Go Round The Mulberry Bush”
a następnie podpisanie umowy z wytwórnią Island Records.
Pierwszy singiel grupy „Paper Sun” ze wstępem granym na sitarze stał się dużym przebojem podobnie jak debiutancki krążek zespołu „Mr.Fantasy”. Niestety po jego nagraniu charakter S.Winwooda dał się we znaki i po scysji z D.Masonem ten ostatni opuścił Traffic.
Na szczęście powrócił do kolegów i nagrał z nimi drugi album nazwany po prostu „Traffic”. Płyta ujrzała światło dzienne w październiku 1968 roku i oczarowała swoją zawartością na długie lata a co niektórych /jak mnie/ czaruje nadal.

Pierwsza strona to są poranki, poranki Pana Fantazji, który powoli wkracza  w nowy dzień, beztrosko wyglądając nowego, z lekkim humorem zaczyna przeglądać ulice Londynu i szykuje się do wieczornych zabaw i podróży. „Czujesz się świetnie ?” nie przejmuję się niczym bo wybieram się w podróż, podróż na drugą stronę tęczy gdzie zabawa jest wyborna. Strona druga płyty to dzień za dniem , noc za noc , to podróż ,która oddziela cienką granice snu i jawy.

Wspaniały album zawierający dziesięć piosenek po pięć autorstwa S.Winwooda i D.Masona.
Obaj muzycy są w szczytowej formie kompozytorskiej, umiejętnie łącząc proste dźwięki z klimatem i tajemniczością całej płyty. Całość osadzona jest w epoce o czym świadczą teksty napisane przez J.Capaldiego, który jest jednym z najlepszych tekściarzy wieku hippie.
„Nie jesteśmy tacy, jak inni/ możesz nas spotkać każdego dnia/ przyłącz się do nas/ usiądź, sztachnij się, zaśnij nie musisz mieć nic do powiedzenia”(Who Knows What Tomorrow Might Bring?)
To znakomity i zarazem prosty obraz hippisowskiej filozofii życia.
Pop, rock, blues, folk, jazz i psychodelia oto muzyczny obraz drugiej płyty Traffic.
Za psychodeliczne nastoje najbardziej odpowiedzialny jest C.Wood i jego gra na flecie i saksofonie, który oddaje klimat zaczarowanej podróży przy współudziale pozostałych muzyków. Popowe odcienie w utworach „You Can All Join In” czy „Don’t Be Sad” przykuwają uwagę jarmarczną wesołością i nostalgiczną radością. „Feelin’ Alright” to rockowo soulowy klasyk, który jest  najprawdopodobniej najlepszym utworem napisanym przez D.Masona.
Natomiast „Forty Thousand Headman”, „Cryin’  to Be Heard” oraz „No Time to Live” to jest czternaście  najpiękniejszych minut w historii Muzyki. Dramaturgia oraz niezwykle potężna ekspresja tych utworów doprowadza mnie do osiągnięcia celu. Nie ma już granicy między snem i jawą. Jest jawa i pełny odlot poza widnokrąg.