środa, 5 lutego 2020

BOB DYLAN - Knocked Out Loaded /1986/



  1. You Wanna Ramble
  2. They Killed Him
  3. Driftin' Too Far From Shore
  4. Precious Memories
  5. Maybe Someday
  6. Brownsville Girl
  7. Got My Mind Made Up
  8. Under Your Spill
Kolejną płytą nagraną przez Dylana po „Empire Burlesque” jest wydany 14 lipca 1986 roku album „Knocked Out Loaded”. I od razu wspomnę, że płyta ta została przyjęta bardzo negatywnie tak przez słuchaczy jak i środowisko dziennikarskie. Niepochlebne recenzje zdominowały jej wydanie a i Columbia Records nie popisała się w jej promocji. Nigdy nie zostało zrobione żadne video do promocji tej płyty a przecież w tamtych latach cały przemysł muzyczny oparty był na bardzo silnych związkach z teledyskami promującymi dane wydawnictwo. Te i podobne sprawy doprowadziły do tego, że „Knocked Out Loaded” oceniany jest to dziś bardzo miernie z czym ja się zupełnie nie zgadzam. Zadajmy sobie pytanie: dlaczego ta płyta ma tak niewielu obrońców? Dlaczego niektórzy fani twierdzą, że album jest gorszy niż „Self Portrait”? Znalazłem wiele złych recenzji, ale nie znalazłem cennych wyjaśnień, dlaczego? Wydaje mi się, że były bardzo duże oczekiwania w stosunku do Dylana. Jego występ na Farm Aid transmitowany na żywo przez ogólnoamerykańską telewizję w porze największej oglądalności był objawieniem. Towarzysząca mu kapela Toma Petty’ego, The Heartbreakers zagrała z ogniem a widok artysty, któremu występ sprawia wielką radość był widoczny w całych Stanach. Przypomniano sobie, że Dylan to m.in. „Blonde On Blonde” czy „Desire” i oczekiwano czegoś podobnego.
Ale czasy się zmieniają.

No cóż, jestem tylko zwykłym fanem Dylana, który słucha i cieszy się „Knocked Out Loaded” od wielu lat i będę bronił tych nagrań.
A jest co. Cztery utwory to prawdziwe majstersztyki a i reszta niewiele ustępuje.
You Wanna Ramble” jest otwarciem płyty i to jest fajne otwarcie. Zespół bardzo entuzjastyczne podchodzi do tego bluesowego numeru nadając mu surowe brzmienie z akcentami rockabilly.
Dylan opowiada o tym, że życie jest pełne sprzeczności, smutków, radości i różnych ideałów.
Pijany politycy nadskakują/Na ulicy, gdzie matki płaczą/I przysypiający zbawiciele/Oni czekają na Ciebie/A ja czekam na nich, by przerwać/Piję z pękniętej filiżanki/Pytają mnie, czy nie otworzę Ci bramy”.
Utwór Krisa Kristoffersona w tej formie jaką zaproponował Dylan jest pełen leśnych ścieżek ciekawie zaaranżowanych i umieszczenie go w takiej wersji dodaje uroku płycie a wzbogacenie dodatkowo jednego z wersów chórem dziecięcym czyni go jeszcze ciekawszym. Poza tym jak się wsłuchasz to dotknie Cię jedno. „They Killed Him” pokazuje ile duszy posiada Dylan. Wokalnie bardzo dobrze sobie radzi a i zespół dotrzymuje mu równego kroku.
Gospelowy „Precious Memories” równie dobrze mógłby znaleźć się na którymś z chrześcijańskich albumów Artysty. Zaśpiewana pełnią żaru, w którym wyczuwa się nagromadzenie emocji ta tradycyjna pieśń spełnia swoje zadanie. Uduchowiony klimat wciąga i sprawia, że przestajesz być obojętny. Co ciekawe Dylan zaaranżował ten numer w stylu reggae, co przywodzi skojarzenia z „Jokerman” z płyty „Infidels”. 
I genialna (tak nie boję się użyć tego słowa) kompozycja napisana wraz ze znanym dramaturgiem Samem Shepardem, „Brownsville Girl”. To ponad jedenastominutowy song będący kontynuacją pamiętnego numeru z 1965 roku „Desolation Row”. Fantastyczny monolog Dylana odbija pozytywne wibracje żeńskich chórków snujących się w tle niczym dym nad mostem. No i to wejście dęciaków, akcentujące przerwę i nabranie siły.
Już tylko za te cztery utwory warto pochylić się nad tą płytą.
Napisałem cztery utwory?
No a „Under Your Spell”, albo „Driftin’ Too Far From Shore”. To przecież kolejne bardzo dobre numery. Sprężysty, chwytliwy i natychmiastowy „Driftin’ Too Far From Shore” przyciąga słuchacza. Miks i produkcja piosenki jest mocno osadzona w latach osiemdziesiątych, więc jest na czasie. To właśnie zarzucano tej kompozycji. Że jest na czasie?! Dziwny zarzut.
Under Your Spell” to bardzo urocza i nastrojowa piosenka o utraconej miłości. Co ciekawe ten utwór to jedyny wydany rezultat sesji odbywających się w londyńskim studio Dave’a Stewarta (Eurythmics) w listopadzie 1985 roku.
No i zostaje jeszcze „Maybe Someday”, sentymentalny klasyk Dylana.
Jedynym utworem, do którego nie mogę się przekonać jest „Got My Mind Made Up” może dlatego, że pojawia się po rewelacyjnej „Brownsville Girl” i bardzo szybko przemija.
Oczywiście moja opinia o tej płycie będzie się prawdopodobnie różnić od wielu zamieszczonych na łamach internetu, ale jeśli choć trochę cię zainteresowałem abyś spojrzał inaczej na „Knocked Out Loaded” to ja jestem zadowolony.
...Cóż, pustynia jest gorąca/ góra jest przeklęta/ Módlcie się , abym nie umarł z pragnienia/ Kochanie jestem dwie stopy od studni”.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz