niedziela, 18 kwietnia 2021

KALEIDOSCOPE - Side Trips /1967/

 


1. Egyptian Gardens
2. If The Night
3. Hesitation Blues
4. Please
5. Keep Your Mind Open
6. Pulsating Dream
7. Oh Death
8. Come On In
9. Why Try
10. Minnie The Moocher

Jaka jest muzyka amerykańskiej grupy Kaleidoscope? Dużo powie nam pochodzenie i osobowość pięciu młodych chłopaków, którzy tworzyli tą grupę z zachodniego wybrzeża.

David Perry Lindley, który gra na banjo, skrzypcach, mandolinie, gitarze, harfie i 7-strunowym banjo urodził się w L.A. w 1944 roku. „Zorganizowałem ten zespół późnym wrześniem 1966 roku, to było zabawne, że mogliśmy uczestniczyć w tym całym zgiełku”. Wcześniej pracował z The Mad Mt. Ramblers, Dry City Scat Band i The New Christy Minstrels and the Greenwood Singers. Jego ulubionymi wykonawcami są Harry Partch, Bartok, Bach, John Cage i Django Reinhardt. Jego osobistą ambicją jest „umiejętność zagrania dowolnej nuty lub tonu, która wejdzie mi do głowy”.

David Solomon Feldthouse, gra na wielu egzotycznych instrumentach i pochodzi z Ismit w Turcji. Wychowywał się w Idaho i na Florydzie. Jego instrumentarium obejmuje: saz buzuki, dobro, dulcimer, 12-strunową gitarę i instrument perkusyjny, doumbek. Wcześniej zajmował się fotografią a wpływ na jego karierę muzyczną wywarli George Pappas, Osman Gokche oraz Emin Gunduz. Najbardziej ekscytującym doświadczeniem muzycznym było dla niego granie z Carmen Amaya. Jego ulubionymi kompozytorami są Cyganie.

Urodzony w Oklahoma City, Fenrus Epp używa następujących instrumentów: skrzypiec, altówki, basu, pianina i organ. Jego ulubionymi instrumentalistami są: Jaki Byard, John Coltrane, Yusef Lateef i Django Reinhardt.

Christopher Lloyd Darrow gra na gitarze basowej ale akompaniuje także na banjo, mandolinie, skrzypcach, harmonijce ustnej i klarnecie. Urodził się w 1944 roku w Sioux Falls, w Południowej Dakocie. Jego ojciec był profesorem Collage’u a także jazzowym saksofonistą i klarnecistą. Zamiłowanie do bluegrassu, country, bluesa i starego jazzu młody Darrow miał właśnie po nim.

John Vidican był perkusistą grupy, urodził się w Hollywood. Do kapeli trafił za sprawą Darrowa.

Kocioł intuicji, zestaw elementów połączonych w umiejętny sposób przez muzycznych rzeźbiarzy, tak w skrócie można powiedzieć o pierwszej płycie Kaleidoscope, „Side Trips”.

Oni czerpią z korzeni Ameryki od XIX wieku do lat 30-tych XX wieku. Wprowadzają cygańskie motywy, w pełni unosząc się na indyjskiej fali muzyczno-duchowej, przy okazji mrugają z przekonaniem do świata arabskiego. „Side Trips” okazuje się jednym z pierwszych eksperymentów zawierających muzykę z różnych stron świata i do tego w pełni udaną. Wyraźna i demokratyczna fuzja różnych stylów jest manifestem myśli i zachowań samego zespołu, który nie ma lidera a wkład wszystkich pięciu muzyków grupy jest widoczny, podobnie jak w kalejdoskopie, który dzieli obrazy harmonijnie zharmonizowane. Ta muzyka to zespół elementów, które przenikają się ze sobą a jednocześnie pozostają odrębne. Każda piosenka reprezentuje wielorakie wzorce, ze zmianami rytmu i emocjonalną mocą, która otacza słuchacza i bawi go. Proszę, oto otwieracz: ”Egyptian Garden”. Środkowo wschodnie motywy ubarwione wokalem w stylu Dylana z tamtego okresu, wkurzona perkusja, chórki i ksylofon, który trzyma strukturę jakby miał nadejść niedzielny poranek, to pobrzmiewa od samego startu. Ale muzyka zabiera cię jeszcze dalej. Przenosisz się na plac Tahrir do Kairu, rytm jest tak fascynujący, że czujesz zapach przypraw i chaosu tego arabskiego rynku. Przeciwieństwem tego numeru jest „Why Try”, które jest pełnym połączeniem muzyki orientalnej i zachodniej. Aby zachować silną obecność w świecie arabskim z jego przyspieszeniem i rosnącym szaleństwem zespół wciska się w nurt mainstreamu psychodelicznego szczególnie w trakcie refrenu. Bez wątpienia „Hesitation Blues”,”Oh Death” czy „Come On In” są klasykami amerykańskiej tradycji, mocno pachnącej atmosferą górzystych Appalachów. Słuchając tej płyty cofasz się w czasie, owszem rzeczywistość brzmieniowa jest współczesna ale całość ma ducha, ducha starych pieśni Wojny Secesyjnej czy też Autostrady 61. To, że nagrania te dotykają tradycji nie może dziwić. Umiejętność muzyków Kaleidoscope grania na wielu instrumentach ludowych siłą rzeczy doprowadza nas do kolekcji Alan Lomaxa. To jest bardzo dobrze odrobiona lekcja z historii muzyki amerykańskiej. Fantastyczna interpretacja wokalna w „Hesitation Blues” wręcz wciska słuchacza na brzeg czarnych wód Mississippi,  natomiast zachowawczo działające „If the Night” i „Please” ocierają się o puls Zachodniego Wybrzeża. Trochę inna ścieżka prowadzi dźwięki w „Keep Your Mind Open” zanurzając się w muzyce raga. Doskonałe działanie.

„Oh Death” jest kolejnym ukłonem w stronę dziedzictwa i kolejny raz chłopaki udowadniają swoje rozeznanie w starych pieśniach, czy to folkowych czy też bluesowych.

„Side Trips” jest płytą pomysłową, intensywną i jest połączeniem wielu rozbieżnych wpływów – dźwięków od dawnych czasów, ragtime’u, bluesa po egzotyczne dzwonki rozbrzmiewające w zakurzonych wozach uparcie podążających w stronę zachodzącego słońca, aby znaleźć lepszy czas.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz